poniedziałek, 16 marca 2015

Porachunki

Mam ostatnio wenę na Porachunki, dlatego dość szybko napisałam kolejną notkę. Miłej lektury ^^

Fritz wracał właśnie z porannego spaceru, kiedy dostrzegł coś niepokojącego w oddali. Zwykł ukrywać swoją obecność i opanował kamuflaż do perfekcji, dlatego nie mógł być zauważonym. Na jednej z polan w głębi lasu spotkało się dwóch dobrze znanych mu demonów. Jednym z nich był jego wuj. Podszedł bliżej i wsłuchał się w ich rozmowę.

- Niedługo zjawi się posłaniec z wiadomością od przywódcy – oświadczył towarzysz wuja nerwowo się rozglądając – Ponoć grupa zwiadowcza poznała lokalizację kryjówki w Przedsionku.

- Wreszcie utrzemy nosa temu aroganckiemu władcy – ucieszył się białowłosy zacierając ręce – Mój głupi brat nigdy nie miał odwagi mu się sprzeciwić.

- Dlatego ukróciłeś jego nędzny żywot – zaśmiał się poklepując jego ramię – A co zrobisz z resztą rodziny? Twoja bratowa wydaje się być lojalna wobec króla.

- Niedługo dołączy do męża – odparł mrużąc czerwone oczy – Dzieciaka mogę sprzedać. Jest ładny, więc dobrze zarobię.

Fritz w złości zacisnął pięści. Miał ochotę wyjść z ukrycia i ukatrupić tych zdrajców, jednak bezpieczeństwo matki było priorytetem. Po śmierci ojca on stał się głową rodziny. Bezzwłocznie ruszył w kierunku domu. Nie pozwoli skrzywdzić nikogo z najbliższych.

¨¨¨

Olga kończyła właśnie przygotowywać deser dla Erwina. Chłopak ostatnio martwił ją swoim zachowaniem. Chciała przywrócić ten jego szczery uśmiech, którym zarażał po przybyciu do tego domu. Wojtek też ostatnio czymś zaprzątał sobie głowę i ciągle gdzieś uciekał myślami. Podejrzewała, że ciąża daje mu nieco w kość. Tym bardziej, że panicz Baal zaczął coraz rzadziej wracać z pałacu.

- Olgita! – Usłyszała wołanie Mefisto, na co aż podskoczyła. Ten amant nie dawał jej spokoju. – Chodźmy na spacer. Jest tak pięknie na zewnątrz.

- Panicz lepiej pomógłby braciom zamiast zajmować się błahostkami – skarciła go dając po nosie drewnianą łyżką – Mam co robić, dlatego proszę by panicz przestał tracić swój, jak i mój czas.

- Jesteś bez serca – zarzucił jej z udawana urazą – Może zrekompensujesz to małym buziakiem?

- A kysz siło nieczysta! – Tym razem oberwał ścierką. – Jazda do pałacu wspierać rodzeństwo!

- Już idę – wycofał się dostrzegając bojowe ogniki w jej oczach, a tym bardziej leżący pod ręką wałek, którym już nie raz oberwał – Potrafisz zmotywować diabła kwiatuszku.

- Jak przyfasolę panicza w zadek, to kwiatuszki wylecą paniczowi z buzi – poinformowała go słodko aczkolwiek przerażająco – Chce panicz spróbować?

- Może innym razem – zbladł widząc jej morderczą aurę – Chyba potrzebują mnie w pałacu.

- To jeden problem z głowy – odetchnęła, gdy zniknął z kuchni i domu – Pozostały jeszcze dwa uparte dzieciaczki.

¨¨¨

Erwin w zamyśleniu przyglądał się pierścieniowi na palcu. Niezależnie jak starał się go zdjąć, ten ani drgnął. Nab był cholernie poważny wsuwając mu tę błyskotkę. Od tamtej pory minęły już trzy dni, podczas których demon uważnie go pilnował. Wystarczyło, że pomyślał o wyjściu na zewnątrz, a zjawiał się i zamykał go w pokoju na wszelkie możliwe zamki.

- Jestem w potrzasku – jęknął opadając na łóżko – a jedyną osobą, którą mogę winić za ten stan jestem ja sam.

Postanowił wziąć odświeżający prysznic. Wszedł do łazienki i zdjął ubrania. Miał już wchodzić do kabiny, gdy tuż przed nim pojawiła się srebrnowłosa kobieta. Bezczelnie wpatrywała się w jego strategiczne miejsca.

- Kim pani jest? – Pisnął desperacko zakrywając się rękami. – Co pani tu robi do jasnej cholery?

- Uroczy z ciebie chłopaczek – podeszła do niego i bezceremonialnie wzięła na ręce – Całkowicie w typie Nabusia.

- Niech mnie pani puści! – Spanikowany starał się wyrwać z jej rąk. O dziwo miała potężny chwyt i pokłady energii. – Co pani wyczynia?

- Och skarbeńku, uspokój się – ugryzła go w nos – Nie zrobię ci krzywdy. Chcę cię bliżej poznać jako że niedługo poślubisz mojego syna.

- Lilith – w sypialni pojawiła się Olga – wreszcie przybyłaś.

- Olguś – rzuciła Erwina na łóżko i podeszła spiesznie do gospodyni – Całe stulecia się nie widziałyśmy.

- Widzę, że poznałaś już Liska – zaśmiała się Olga tuląc przyjaciółkę – Wystraszyłaś biedactwo.

- Wstydliwy ten chłopczyk – zauważyła srebrnowłosa zerkając na zakrywającego się kocem rudzielca – Ma się czym pochwalić. A gdzie drugi skarbeniek?

- Wojtek kręci się bez celu po domu – odpowiedziała jej Olga – Tęskni za mężem, którego pochłonęły sprawy państwa.

- Rozumiem ten ból – westchnęła łapiąc się pod boki – Widzę, że dobrze zrobiłam zjawiając się wcześniej niż było ustalone.

¨¨¨

Fritz bez pukania wszedł do sypialni matki. Kobieta siedziała przed gablotką i rozczesywała swoje długie, jasne włosy. Wróciły jego wspomnienia z wczesnego dzieciństwa.

- Fritz?! – Zdumiona zaprzestała wykonywanej czynności. – Czemu jesteś blady?

- Nie ma czasu na wyjaśnienia – w pośpiechu zaczął wrzucać jej ubrania do torby – Musisz się ukryć. Jesteśmy w niebezpieczeństwie.

- Co się stało? – Wstała patrzyła na niego zdębiałym wzrokiem. – W jakim niebezpieczeństwie?

- Mamo, błagam cię – jęknął prosząc – Wyjaśnię ci wszystko jak stąd znikniemy.

- Niech ci będzie – pomogła mu pakować swoje rzeczy. Po chwili była gotowa do drogi. – To gdzie mamy się ukryć?

- Znam pewne miejsce, o którym nie wie prawie nikt – oświadczył przytulając się do matki. Następnie mocno się skupił i zniknęli ze świata demonów. – Tu nic ci nie grozi.

- Ale gdzie jest to tu synku? – Rozejrzała się dokoła zdumiona widokiem. Pojawili się w kryształowej jaskini. Pamiętała, że już kiedyś o niej słyszała w dzieciństwie od dziadka. Czyżby jej mały chłopczyk był posiadaczem linii krwi jej rodu? To było dość rzadkie w mieszanych małżeństwach, ponieważ dzieci dziedziczyły z reguły cechy alf. Ona była recesywna, więc jak to możliwe? – Fritz?

- Kiedyś bez powodu się tu znalazłem – odpowiedział jej dobrze wiedząc, że jest w szoku – Dziadek opowiadał mi o tym miejscu, gdy dostrzegł we mnie swoją krew.

- Rozumiem – patrzyła wzruszona na ostatniego członka rodziny, którego posiadała. Zdolność jej rodu była dość rzadka i mocno pożądana przez rządnych władzy. Dziękowała Panu Piekieł, że Fritz nie odziedziczył tego daru i przekleństwa zarazem. Jak widać mocno się pomyliła. – Jak udało ci się to ukryć? Czemu nic nie zauważyłam?

- Nie martw się – pocieszał ją ciepłym spojrzeniem – Dziadek mnie ostrzegł, że ta moc jest niebezpieczna. Opowiedział mi jak wyginął twój ród.

- W jaki sposób spotkałeś mojego ojca? – Dopiero teraz zorientowała się, że mówi niestworzone rzeczy. – Urodziłeś się wieki po jego śmierci.

- Mamo, linia krwi pozwala mi kontaktować się ze zmarłymi posiadaczami tej zdolności – wyjaśniał spokojnie – Zostawię cię na chwilę, dobrze?

- Gdzie chcesz się udać? – Złapała jego ramię. – Wrócisz, prawda?

- Oczywiście, że wrócę – uśmiechnął się i cmoknął ją w policzek, jak zwykł wychodząc z domu – Spróbuję zawiadomić władcę o buncie wuja.

- Chcesz donieść na Alata? – Spytała niedowierzając. – Czemu?

- Nie chcę by morderca mojego ojca miał łatwo w życiu – odrzekł zgrzytając zębami. – Nie pozwolę by zabił i ciebie. Wujaszek opracował czarny scenariusz dla naszej dwójki i planuje zaatakować dom Baala, gdzie przebywa Wojtek.

- Wojtek? – Ponownie zgłupiała – Kim jest ten chłopiec?

- To mąż naszego króla – westchnął smutny – Gdyby Alat wiedział, kim jest Wojtek… Jeden czort wie do czego by doszło.

- W takim razie idź – puściła ramię syna – ostrzeż władcę.

Uśmiechnął się raz jeszcze, po czym znikł.

¨¨¨

Wojtek chodził bez celu po domu czując pod skórą, że szykuje się coś niedobrego. Nie mógł znaleźć swojego miejsca, tym bardziej, gdy Baal całymi dniami przebywał z dala od niego.

- Baal wróć dziś wcześniej – szepnął wchodząc do pokoju i opadając na łóżko – Boję się.

Dziecko w jego brzuchu poruszyło się niespokojnie, ponownie pozbawiając go energii.

- Mój nastrój się udziela i tobie – pogłaskał brzuch delikatnie – Tatuś niedługo wróci. Z pewnością jestem troszeczkę przewrażliwiony.

Przekręcił się na bok i skulił nieświadomie osłaniając maleństwo. Po chwili zasnął.

¨¨¨

Fritz pojawił się na korytarzu prowadzącym do sali audiencji. Kiedy podszedł do drzwi, strażnicy od razu zagrodzili mu drogę.

- Dokąd to mały? – Spytał jeden z nich złowrogo łypiąc na młodego demona srebrnymi ślepiami. – Władca nikogo nie przyjmuje.

- Mam coś ważnego do przekazania władcy – starał się przekonać strażników – To naprawdę ważne.

- Nic z tego – wyśmiał go herold, który wyłonił się zza straży – Nie wpuścimy jakiegoś smarkacza, by zawracał władcy głowę swoimi błahymi sprawami.

- Wy nic nie rozumiecie – zacisnął zęby i pięści wściekły na głupotę i ignorancję tych demonów – Nie zawracałbym władcy głowy pierdołami.

- Opuść pałac smarkaczu – nakazał mu herold z wyższością w głosie – Nie rób zamieszania.

- Przynajmniej przekażcie władcy, że Wojtek jest zagrożony – poprosił z nadzieją, że przynajmniej przystaną na tę prośbę – To naprawdę ważne.

- Zastanowię się – zbył go strażnik ze złośliwym uśmieszkiem.

- Posłuchajcie kretyni! – Nie wytrzymał sfrustrowany. Puściły mu nerwy. – Wojtek jest zagrożony do cholery! To ważna wiadomość barany!

- Coś ty powiedział? – Spytał go ktoś z drugiej strony korytarza. Był dość daleko i Fritz nie mógł rozpoznać jego twarzy. – Powtórz dzieciaku!

- Niczego nie będę powtarzał – Miał już dość tych wszystkich wywyższających się arystokratów. – Już mnie to nie obchodzi. Jak widzę nie ma to sensu. Niepotrzebnie ryzykowałem bezpieczeństwo mojej rodziny.

Po tych słowach opuścił pałac z mieszanymi uczuciami. Nie zamierzał się jednak poddawać tak łatwo. Miał jeszcze jeden plan.

¨¨¨

Nabuchodonozor spiesznie podszedł do strażników pilnujących wejścia do sali tronowej. Patrzył na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał ciemnowłosy chłopiec.

- Czego chciał ten dzieciak? – Spytał herolda zdumiony, że nie mógł wyczuć obecności chłopca. – Odpowiadajcie?

- Chciał się widzieć z władcą – odpowiedział mu jeden ze strażników – nie do końca wiemy o co mu chodziło.

- Co mówił o Wojtku? – Tym razem zmrużył oczy. Czuł zaangażowanie tego ciemnowłosego chłopaka.

- Nie wiemy kim jest ten Wojtek – tym razem głos zabrał herold – Ponoć jest zagrożony.

- Co?! – Nab zbladł. – Cholera jasna! Baal!

- Co jest? – Blondyn niemal natychmiast się zjawił przy bracie. – Nab?

- Był tu taki szkrab o czarnych włosach – wyjaśniał bratu w nerwach – chciał ci przekazać, że Wojtek jest w niebezpieczeństwie.

- Miał złote oczy? – Spytał go Baal w zamyśleniu. Jeden ze strażników potwierdził to kiwnięciem głowy. – Jutro powinien tu się zjawić na obowiązkowej audiencji z rodziną.

- Baal – Nab złapał ramie blondyna i wymownie na niego spojrzał – Ten szkrab raczej się tu już nie zjawi. Wyczułem, że coś mocno go zdenerwowało. Z zewnątrz może i się trzymał, ale w środku był kupką nerwów pełną obaw.

- Wracamy do domu – zarządził władca – Tylko spławię tych starych pierdzieli.

¨¨¨

Fritz stanął przed kryształowym lustrem i w skupieniu odkopywał wspomnienie Wojtka. Po kilku minutach dostrzegł błękitną niteczkę energii, za którą podążył. Takim sposobem znalazł się w jakiejś sypialni. Na łóżku spał skulony chłopak.

- Wojtek? – Podszedł spiesznie do łóżka i delikatnie potrząsnął śpiącym ciemnowłosym. – Obudź się.

- Co jest? – Otworzył zaspane, niebieskie oczy i się zdumiał. – Fritz?!

- Pamiętasz mnie – uśmiechnął się lekko – Też cię zapamiętałem, dlatego tu jestem.

- Skąd wiedziałeś? – Dopytywał podnosząc się do siadu. – Ten dom jest mocno ukryty.

- Przybyłem cię ostrzec – zaczął drżącym głosem. Emocje brały nad nim górę. Posypał się jego dotychczasowy świat i resztkami sił starał się go jakoś pozbierać. – Mój wuj knuje z buntownikami. Chce zaatakować władcę.

- Skąd o tym wiesz? – Wojtek od razu spostrzegł rozpacz w oczach chłopca. – Fritz. Wszystko dobrze?

- Nic nie jest dobrze – pokręcił głową – Musisz się gdzieś ukryć. Beliar wie o tym miejscu i chce je zaatakować. Podsłuchałem to dzisiaj w lesie, gdy wracałem ze spaceru. Jesteś w niebezpieczeństwie. Ukryłem już mamę, bo Alata planuje ją zabić…

- Uspokój się – Przytulił chłopca czując jak drży. – Baal musi się o tym dowiedzieć.

- Chciałem mu powiedzieć – załkał tracąc opanowanie – Straż mnie nie wpuściła. Wybacz.

- Nic nie szkodzi – westchnął lekko się uśmiechając – Wszystko będzie dobrze. Baal nie pozwoli mnie skrzywdzić.

- Powinienem już wracać do mamy – ostrożnie wyrwał się z uścisku niebieskookiego – Zostawiłem ją samą w tej jaskini. Może powinienem cię tam zabrać? Też byłbyś bezpieczny.

- Doceniam twoją troskę, ale pozwól wykazać się mojemu mężowi – odparł łagodnie – Jutro powinieneś stawić się na audiencji, nieprawdaż? Minął tydzień od naszego spotkania.

- Wojtek, przeproś króla – spuścił wzrok – Nie zamierzam wracać do pałacu. Ostrzeż tylko władcę, że jutro może zostać zaatakowany.

- Rozumiem – poczuł niepokój bijący od Fritza. Ten dzieciak był zrozpaczony i wystraszony. Znał ten stan i wiedział, że nie powinien zostawiać go samego. – Może sprowadź tu swoją mamę i razem zjemy obiad?

- Nie – pokręcił głową – Wiesz, kiedyś miała takie piękne srebrzyste włosy. Teraz gdy zabrakło taty są takie matowe i nie przypominają dawnej świetności.

- Do czego zmierzasz? – Spojrzał w złote oczy.

- Jestem ostatnim przedstawicielem jej rodu – oświadczył ze łzami w oczach – Gdyby Alat wiedział kim tak naprawdę jestem, zabrałby mnie do Beliara. Muszę się ukryć, by nikomu nie zagrażać.

- Co wiesz o Beliarze? – W sypialni zjawił się Baal i od razu złapał czarnowłosego. – Dobrze cię widzieć.

- Powiedziałem wszystko Wojtkowi – Fritz wzdrygnął się czując aurę władcy. – Muszę wracać do matki.

- Skoro o matkach mowa – zjawił się blady na twarzy Nabuchodonozor – Czujesz ją, prawda Baal.

- Cholera – przeklął blondyn – Idzie tu.

- Kto tu idzie? – Wtrącił się Wojtek. – Czy ktoś mnie oświeci?

- Ja cię oświecę skarbeńku – do pokoju wparowała piękna kobieta ze wściekłym spojrzeniem – Witam moi skryci synowie.

- Witaj matko – Baal cofnął się z Fritzem oceniając sytuację. – Co za niespodzianka, że zjawiłaś się tak wcześnie.

- To nazywasz niespodzianką – prychnęła z mordem w oczach – A jak powinnam nazwać fakt, że jako ostatnia dowiaduję się o twoim ślubie? Do tego okazuje się, że będę babcią.

- To chyba powód do szczęścia – zasugerował Nab próbując nieco wesprzeć młodszego brata.

- Tak kochanie – uśmiechnęła się do popielatowłosego przerażając go do szpiku kości – Już poznałam twojego Liska. Dość wstydliwy z niego chłopaczek.

- Poznałaś – powtórzył i natychmiast zniknął.

- Jednego mniej – zaśmiała się diabolicznie i zwróciła się do najmłodszego syna – A kogóż to trzymasz syneczku?

- Nazywam się Fritz proszę pani – przedstawił się drżąc ze strachu złotooki – chyba powinienem już wracać do mojej mamy.

- Biedactwo – błyskawicznie podeszła do chłopca i wzięła go w ramiona – Pozwól, że ja sprowadzę tu twoją mamę.

- Nie – wyrwał się z jej objęć – Tam jest bezpieczna. Tam nikt jej nie zabije.

- Dziecko – pstryknęła palcami, a Fritz stracił przytomność – Tak lepiej. Zajmij się nim Baaluniu.

- Baaluniu? – Zachichotał cicho Wojtek. – Urocze.

- Moja matka jest dość specyficzną osobą – jęknął blondyn wykorzystując fakt, że Lilith zniknęła – Z reguły wszystkich przeraża.

- No wiesz, po kimś musiałeś to odziedziczyć – szczerzył się do męża – Już wiem po kim jesteś takim despotą.

- Wierz mi, że jeszcze nie poznałeś prawdziwego despoty z krwi i kości – mruknął Baal kładąc na łóżku nieprzytomnego chłopca – Poczekaj aż zjawi się tu Lucyfer.

- Ilu was tak naprawdę jest? – Był ciekaw. – Nigdy cię o to nie pytałem. Kiedy spotkałem Mefisto, po prostu wiedziałem kim jest.

- To przez krew – wyjaśniał spokojnie. – W sumie było nas siedmioro. Lucyfer, Asmadaj, Mefistofeles, Nabuchodonozor, Belzebub, Asarot i ja. Niestety Asmadaj zginął próbując zabić ojca i Lucyfera.  Takim sposobem zostało nas sześcioro.

- Aha – patrzył na bladą twarz Fritza – On jest zrozpaczony. Coś go mocno zraniło.

- Też to czuję – odgarnął czarne kosmyki włosów z czoła nieprzytomnego – Jest wyjątkowy, wiesz?

- Pod jakim względem? – Spojrzał w oczy Baala. – Coś wspominał, że jest ostatni z rodu matki.

- Fritz! – W pokoju pojawiła się Lilith w towarzystwie zmizerniałej kobiety, która od razu podbiegła do chłopca. – Tak się martwiłam.

- Poznajcie Klotod – Przedstawiła ją Lilith. – Przedstawicielkę wymarłego rodu dżinów wojny, jak również matkę tego chłopca.

- Ta Klotod?! – Baal był zdumiony. – Myślałem, że zginęłaś w tamtej wojnie.

- Było blisko, ale uratował mnie Mastema, ojciec Fritza – wyjaśniła kobieta – Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, postanowiliśmy się ukryć i wychować dziecko z dala od przeszłości. Tak bardzo się myliłam co do zdolności syna.

- Pani wie, że Mastemę zabił Alat? – Odezwał się Wojtek. – Fritz się tego dowiedział dzisiejszego ranka. Ponoć jego wuj planuje panią zgładzić.

- Łudziłam się, że Alat jest dobrym demonem – sapnęła głaszcząc włosy syna – Mąż właśnie taki był, więc sądziłam, że jego brat również. Tak mocno się myliłam.

- Tak, to bolesne gdy członek rodziny celuje w ciebie mieczem – wtrąciła Lilith – Niestety tak się zdarza. Twój syn jest dobrym dzieckiem.

- Nigdy nie miał kolegów – szepnęła patrząc na Fritza – Dlatego ucieszyłam się, gdy wspomniał o Wojtku. Nie sądziłam jednak, że okaże się on być mężem samego władcy.

- Baal zapomniał zawiadomić o ślubie nawet własną matkę – warknęła Lilith srogo spoglądając na władcę piekła – No cóż, zawsze był skrytym dzieckiem i stronił od rodziny.

- Nie muszę ci się spowiadać z całego życia – odgryzł jej w irytacji – Czyż twoim najukochańszym synem nie jest przypadkiem Lucyfer? Nigdy cię nie obchodziło co się dzieje ze mną czy Nabem.

- Czyżby przemawiała przez ciebie zazdrość? – Zadrwiła groźnie mrużąc oczy. – Baalu?

- Niby o co miałbym być zazdrosny? – Prychnął obojętnie. – A może powinienem jeszcze przeprosić za to, że przeżyłem tamtej nocy? Moja śmierć byłaby wam wszystkim na rękę.

- Wreszcie to powiedziałeś – błyskawicznie zbliżyła się do syna i mocno go objęła, na co zdębiał – Zastanawiałam się kiedy to zrobisz. Moja czarna owieczka.

- Puść mnie – wycedził przez zęby – Nie jestem dzieckiem.

- Jesteś moim dzieckiem – wyśmiała go jeszcze bardziej zaciskając na nim ramiona – Nic nie możesz mi zrobić, bo jestem twoją matką.

- Bądź choć raz poważna – westchnął zrezygnowany – Zawsze ze mnie żartujesz.

- Widziałeś Wojtusiu jaką uroczą minę robi mój synek, gdy czuje się bezradny? – Zwróciła się do niebieskookiego, który zdumiony obserwował całą tę sytuację. – Nigdy nie podejrzewałam, że Baaluś w kimś się zakocha. A tym bardziej, że ta osoba będzie taka piękna.

- No co pani – zawstydził się spuszczając wzrok – Piękna to jest pani, a nie ja.

- Teraz rozumiem – uśmiechnęła się puszczając syna – Ty i ten rudzielec jesteście naprawdę interesującym zjawiskiem.

¨¨¨

W sali tronowej panował dość spory ruch. Był dzień audiencji, dlatego większość demonów odwiedziła pałac. Baal siedział z pochmurną miną i obserwował całe zgromadzone towarzystwo. W pewnym momencie zdumiony podniósł nieco wyżej głowę, dostrzegając w tłumie znajomą parę błękitnych oczu skrytą za jedną z kolumn.

- Ciekawość czasem jest silniejsza od zdrowego rozsądku – pomyślał ciężko wzdychając – w domu odpowiednio cię ukarzę za złamanie zakazu.

- Sprawa sporu o ziemię rodzin Madness i Sadness – obwieścił herold pilnujący porządku dnia.

- I co postanowiliście względem mojej propozycji? – Spytał władca znudzonym głosem. – Pogodziliście się, czy mam wykonać to co obiecałem?

- Doszliśmy do porozumienia – oświadczył białowłosy o aroganckim spojrzeniu – postanowiliśmy zlikwidować powód naszej niezgody.

- Czyżby?! – Zmrużył swoje czerwone oczy. – Spiskując przeciwko mojemu rodowi wraz z Beliarem?

- Skąd… - Alat cofnął się w szoku – To już nie jest ważne.

- Masz rację – wstał z tronu z mordem wymalowanym na twarzy – ostrzegł mnie znajomy dzieciak. Okazało się, że to syn mojej dawnej znajomej.

- Niby kto śmiał nas zdradzić? – Białowłosy rozglądał się wokoło szukając zdrajcy. – Pokaż się!

- Nie radziłbym – ostrzegł blondyn dostrzegając błysk stali u jednego z towarzyszy Alata. Niestety go nie posłuchano. Sprawił, że zamachowcy spłonęli żywcem na oczach zebranych i Alata. – Ostrzegałem. Mówisz o zdradzie, ale czy ty pierwszy się jej nie dopuściłeś względem władcy i rodziny? Zabiłeś młodszego brata, planowałeś zgładzić jego żonę i sprzedać bratanka.

- Myślisz, że się ciebie boję? – Wrzasnął wściekły Alat. – Co mi niby możesz zrobić? Zabić? Proszę bardzo!

- Masz rację – zaśmiał się Baal – Zabiję cię, ale bez łaski życia. Wiesz co to oznacza?

- Nikt nie ma takiej mocy – zadrwił białowłosy – Tylko król królów może unicestwić duszę.

- A myślisz, że czemu zostałem władcą centralnego Piekła – odparł pozbawionym emocji głosem – To mało prawdopodobne by najmłodsze dziecko odziedziczyło tron. Ty śmiałeś mnie zdradzić, swojego władcę.

- Nie może być – zbladł widząc prawdziwą postać Baala. Dopiero teraz uświadomił sobie popełniony błąd. Sądził, że władca nie przyjmuje demonicznej formy, bo jest słaby. Było na odwrót. Jego siła i mrok pochłaniały wszystko wokół pozbawiając życia. – To niemożliwe.

- Pozwoliłem wam myśleć, że jestem zwykłym demonem – oświadczył obserwując przerażonych zdrajców. Sala była nimi zapełniona.  – Chcieliście zobaczyć śmierć, więc się dobrze przypatrzcie jak umieracie.

- Ty potworze – zaskomlał z bólu Alat. Z trwogą patrzył jak wszyscy jego sprzymierzeńcy leżą martwi na posadzce auli. Nie, ktoś przeżył. Już gdzieś widział te błękitne oczy. – Nienawidzę cię!

- O matko – wyszeptał Wojtek zakrywając oczy. Widział jak żywe demony zaczynają się rozkładać wypełniając salę krzykami. Do tego jeszcze ten smród, od którego targnęły nim torsje. – To straszne.

- Podejdź do mnie skarbie – usłyszał polecenie męża, ale nie mógł zrobić jakiegokolwiek ruchu. Egzekucja odkopała w pamięci zdarzenie sprzed lat, chwilowo go paraliżując. – Wojtek!

- Tak? – Drgnął wyrwany z pułapki jego umysłu. – Ja żałuję, że tu przyszedłem.

- Wiem – Baal nadal stał na swoim miejscu nie zmieniając się w ludzką powłokę. – Chcę żebyś do mnie przyszedł.

- Będzie ciężko – stęknął hamując kolejną falę wymiotów. Jednak po chwili mignął zjawiając się przy mężu, który objął go stanowczym ruchem. – Wybacz, że cię nie posłuchałem. Byłem ciekaw takiej audiencji. Nie spodziewałem się, że tak się ona zakończy.

- Panie! – Do sali wszedł herold i zamarł zatrzymując się w bezpiecznej odległości. Ze zdziwieniem patrzył na błękitnookiego chłopaka wtulonego we władcę, który nadal był w postaci demonicznej. Zaskakujące było to, że żył. – Wrócę później.

- Zwołaj ekipę sprzątającą – zarządził Baal dość chłodno – Trzeba posprzątać ten śmietnik.

- Trochę współczucia – wtrącił Wojtek wtulony w jego tors – Może i byli zdrajcami, ale żyli.

- Kochanie – uszczypnął głuptasa w tyłek – w domu otrzymacie odpowiednią karę za wyjście z domu bez pozwolenia.

- Potwór – jęknął z maślanym wzrokiem – Nie masz serca. Chcesz karać ciężarnego męża?

- Za karę zjesz tabliczkę czekolady mlecznej i popijesz to herbatką ziołowa babci – poinformował go w śmiechu – Nie igra się z władcą demonów skarbie.

- Ciekawe kiedy tego dopilnujesz skoro ciągle przesiadujesz w pałacu – zarzucił mu wyzywając patrząc w jego szkarłatne oczy – Może poślubiłeś tych Arcydemonów?

- Grabisz sobie maleńki – delikatnie ugryzł go w nos. To była dość specyficzna oznaka sympatii w ich rodzinie. Czego oczywiście chłopak nie wiedział. – Dziś wrócę wcześniej i spędzę z tobą cały wolny czas.

- Łapię cię za słowo – Wyprostował się speszony trochę wzrokiem herolda i strażników. – Jeśli nie wrócisz do obiadu, zrobię ci coś gorszego od Armagedonu.


Wyrwał się z objęć męża i z gracją ruszył w stronę wyjścia. Minął oniemiałych gapiów, po czym zniknął z pałacu.