sobota, 17 stycznia 2015

Porachunki

Sorry za zwłokę, ale jakoś udało mi się wreszcie coś napisać. Mam pewne problemy egzystencjalne, co odbija się na moim pisaniu, przez to te opóźnienia. Powoli zbliżam się do końca tego opowiadania - może dlatego tak zwlekam? Sama nie wiem. Po prostu mam chwilową - tak przypuszczam - blokadę. Piszę, ale wolniej. Postaram się wziąć w garść, dlatego bez obaw. 
Po Porachunkach z pewnością wrzucę coś jeszcze. Trochę natworzyło się tych opek ^^; Choć zauważyłam, że piszę według podobnego schematu i boję się, że to może Was znudzić. To tyle gwoli wyjaśnień i usprawiedliwień. Mam nadzieję, że fragment się spodoba. Miłej lektury :) i Pozdrawiam.

Erwin zmęczony opadł na łóżko. Cały dzień starał się unikać Naba. Chciał w samotności przygotować się na spotkanie z jego bratem. Jakoś nie uśmiechała mu się ta rozmowa, tym bardziej że nie miał na nią ochoty.

- Chucha na mnie i dmucha jak na jakieś jajko – mruknął pod nosem patrząc w sufit – Jak mam niby go zaskoczyć, kiedy ciągle mnie obserwuje?

Zsunął się z łóżka i usiadł w cieniu na podłodze. Postanowił poćwiczyć słowa, które nie chciały przejść mu przez gardło. Położył przed sobą poduszkę, która miała pełnić rolę demona, po czym układając w głowie zdania wypalił cicho.

- Nab, bardzo cię lubię… nawet więcej niż lubię. – jąkał się niepewny i skołowany. Miał świadomość, że zachowuje się właśnie jak zakochana gimnazjalistka, ale ponoć praktyka czyni mistrza. – Nie, to zabrzmiało jak wyznanie słodkiej szesnastki. Jeszcze raz. – Roztrzepał swoje rude loki w nerwach i niezadowoleniu. – Nab, obaj jesteśmy facetami i trochę trudno to sprecyzować, ale stałeś się mi bardzo bliski… Nie, to też odpada. Nie chcę mu urządzać jakiejś kiczowatej telenoweli. A może powiedzieć po prostu: kocham cię uparty demonie? – Cały się zarumienił z zażenowania. – Matko, nigdy mu tego nie powiem. To za bardzo krępujące. Czemu miłość musi być taka upierdliwa? – Prawie wyrwał garść włosów w frustracji. Wziął głęboki oddech i zamknął oczy. – Dobra, jeszcze jeden raz. Nab, kocham cię.

- Naprawdę?! – Usłyszał głos demona i w szoku otworzył oczy. Nie spodziewał się, że tak szybko wróci do pokoju. – Lisku?!

- T-tak – zająknął się nieśmiało spuszczając wzrok. Był zażenowany tym, że go przyłapano aczkolwiek odczuwał ulgę, że rozwiązał się jego problem. – To prawda.

- Zaskoczyłeś mnie takim wyznaniem – Nab mocno przytulił do siebie chłopaka. – Teraz nie widzę przeszkód przed zaręczynami.

- Zaręczyny?! – Wytrzeszczył swoje piwne oczy. – A musimy? Jestem facetem i nie przykładam do tego aż takiej uwagi. Grunt, że jesteśmy razem.

- Erwinie – lekko pacnął go w czoło – Zaręczyny to niejako wstęp do ślubu, który zwieńczy nasz związek.

- Jesteś tego pewny? – Kluczył wystraszony. – I stanę się taki jak Wojtek?

- Niejako tak – przyznał całując go w piegowaty policzek – Jednak z taką różnicą, że będziesz jedynie moją królową, a nie całego piekła.

- Akurat tym się nie martwię – jęknął zmieszany – Przemienisz mnie, jak Baal Wojtka?

- Dokończę twoją przemianę w noc poślubną – oznajmił demon popychając rudzielca na łóżko – Jest wiele rytuałów przemiany. Baal użył tej tradycyjnej królewskiej rodziny, ale ja wolę inną.

- Powiesz jaką? – Starał się wyciągnąć coś więcej z popielatowłosego. – Nab?

- Dowiesz się podczas ceremonii kochanie – skradł mu buziaka jednocześnie szponem rozcinając koszulkę na jego piersi – Jesteś taki piękny i tylko mój.

- Nie patrz tak na te blizny – szepnął Erwin, widząc złość w oczach demona – Było minęło, a ja nadal żyję.

- Prawda, żyjesz – przyznał delikatnie przejeżdżając palcami po ciemno-różowych liniach na ciele chłopaka, które pozostawiły widły – ale mogłeś nie przeżyć.

- Nie zadręczaj się tym – pacnął demona w czoło – nie jestem przecież trupem. Moje serce jeszcze bije. Sam zobacz.

Chwycił rękę mężczyzny i przyłożył ją do swojej piersi. Popielatowłosy wyczuł drżące serce chłopaka, które coraz bardziej przyspieszało swój rytm.

- Bije tak szybko – odparł przykładając ucho do torsu rudzielca – To ładna melodia.

- Ciesz się, bo skomponowana jest tylko dla ciebie – Erwin ostrożnie pogłaskał popielate włosy Naba, czując się dość niezręcznie. Nie wiedział co miałby robić. – Uspokoiłeś się trochę?

- Tak – spojrzał pożądliwie na usta chłopaka, po czym się w nie wpił. – Cieszę się mój kompozytorze.

- I dobrze – zaśmiał się mrużąc piwne oczy – Takie koncerty nie zdarzają się co dzień.

- Nie za twoim przyzwoleniem – przyznał mu demon w śmiechu – Dlatego wykorzystam tę chwilę.

¨¨¨

Baal siedział w sali tronowej i znudzony wysłuchiwał przybyłych na audiencję. Chciał wrócić już do domu i spędzić czas z mężem, a czekała go jeszcze rozmowa z Erwinem. Kiedy grupka mniejszych demonów zaczęła urządzać cyrk dziecinnymi kłótniami o skrawek ziemi, nie wytrzymał.

- Bądźmy poważni – odparł z groźbą w oczach – albo dojdziecie do porozumienia, albo odbiorę wam ziemie i nie będziecie mieć powodów do tych niedojrzałych sporów.

- Ale panie – jęknął jeden z raptusów, ten najodważniejszy – tak nie wolno.

- A wolno zawracać mi głowę sprawami, które można załatwić samodzielnie? – Sarknął władca nie kryjąc niezadowolenia. Nie dość, że go zanudzali, to jeszcze śmieli mu cokolwiek zarzucać. – Siedlibyście na tyłkach i spokojnie przedyskutowali sporną kwestię, ale zamiast tego wolicie się przekrzykiwać i w ogóle nie słuchać swoich zdań.

- To nie tak – wtrącił mu poddany z głupią miną.

- A jak? – Zmierzył go czujnym spojrzeniem rubinowych oczu, pod którego ciężarem ten się ugiął. – Właśnie. Daję wam tydzień na załatwienie tej sprawy. Jeśli tak się nie stanie, dokonam konfiskaty waszych majątków ziemskich. To chyba sprawiedliwy wyrok?

- Tak panie – Skłonili się i opuścili spiesznie salę.

¨¨¨

Wojtek niepewnie przemierzał marmurowe korytarze. Pierwszy raz przeszedł do królestwa demonów i miał pewne obawy.

- Może zbyt pochopnie podjąłem decyzję? – Pomyślał skręcając w kolejny korytarz. – To istny labirynt. Trzymają tu Minotaura?

Zobaczył grupkę wzburzonych demonów. Pomimo tego postanowił zapytać ich o drogę. Jednak zanim to zrobił wsłuchał się w ich rozsierdzone pomruki.

- W ogóle nam nie pomógł – odparł białowłosy mężczyzna z czerwonymi oczami. – Też mi władca.

- Myślę, że dał nam motywację do rozsądnego załatwienia tej sprawy – zauważył złotooki chłopiec o bujnej, czarnej czuprynie – Jest dobrym królem.

- Przepraszam – Wojtek zaczepił gromadkę. – Mogę o coś zapytać?

- Czego? – Białowłosy ryknął na niego z pogardą w oczach.

- Chciałem tylko znaleźć władcę – cofnął się o krok czując niechęć demona – Tylko tyle.

- Z choinki się urwałeś dzieciaku? – Podszedł do Wojtka bacznie mu się przyglądając. – Pachniesz człowiekiem.

- Niedawno nim byłem – przyznał niebieskooki w lekkim niepokoju. Wkroczył na nieznany mu teren i teraz trochę tego żałował. – Powie mi pan, gdzie jest sala tronowa?

- Idź w tamtą stronę – wtrącił szybko czarnowłosy chłopiec wskazując kierunek, z którego przyszli. Widząc jednak zagubienie młodzieńca, pociągnął go za sobą. – Zaprowadzę cię.

- Dziękuję – Odczuł ulgę podążając za złotookim. – Pierwszy raz tu jestem.

- Też przybyłeś na audiencję? – Spytał go demon zerkając na niego z ukosa. – Nie wiem czy król cię przyjmie. Mój wuj mocno go rozsierdził.

- Baal gorejący złością bywa straszny – wzdrygnął się widząc lęk swojego dobroczyńcy – Ostatnio ciągle przesiaduje w pałacu.

- Jesteśmy na miejscu – poinformował go chłopiec pokazując ogromne drzwi, które otworzyły się z impetem.

- Audiencje zakończone! – Ryknął herold prawie ogłuszając przybyłych.

- Ale władca jeszcze jest? – Spytał nieśmiało Wojtek, wyglądając przez ramię mężczyzny. – Chciałem coś z nim omówić.

- Jeszcze raz, a spędzisz tę noc w lochach kmiocie! – Jeden ze strażników brutalnie popchnął chłopaka przez co upadł na twardą posadzkę. – Władca nie przyjmuje.

- Rozumiem – Prychnął pocierając pośladki. Jakoś upadek zabolał go dziwnie mocno. – W takim razie przekaż władcy, że jego mąż śpi dziś u babci i też go nie przyjmie. Do widzenia.

- Mąż?! – Czarnowłosy krzyknął w zaskoczeniu pomagając mu wstać.

- Eh, mówiłem, że nie nadaję się na królową – sapnął kuśtykając korytarzem – Nikt mnie nie widzi w tej roli.

- Płaczesz? – Złotooki starał się go pocieszyć. – Hej, to jeszcze nie koniec świata.

- Cholera, wiem – załkał wycierając łzy rękawem bluzy – Mam ostatnio huśtawki nastrojów i beczę bez powodu.

- Jestem Fritz – przedstawił się chłopiec w szczerym uśmiechu – Wiesz, fajna z ciebie królowa.

- Wojtek – mruknął opierając się o ścianę. Znowu miał zawrót głowy. – Przeprasza cię z kłopot, ale chwilę muszę posiedzieć.

- Rozchorujesz się, jeśli będziesz siedział na tej zimnej podłodze – zauważył Fritz kucając przy niebieskookim.

- Kochanie! – Chłopiec poczuł gwałtowne odsunięcie, po czym zobaczył władcę. – Co ty tu robisz?

- Chciałem cię prosić o to byś był łagodny dla Erwina – spojrzał na męża zapłakanym wzrokiem – Miej na uwadze jego ostatnie przeżycia.

- Nie mam już siły na wasz duecik – westchnął jednocześnie ciesząc się, że trzyma go w ramionach – Tylko porozmawiam z tym rudzielcem. Nie mam zamiaru go karać, bo to odbiłoby się na Nabuchodonozorze.

- Słyszałem, że jesteś tyranem – wyszeptał mu do ucha puszczając oczko do Fritza – Aha, i wiesz, że poślubiłeś kmiota?

- Kto śmiał cię tak znieważyć? – Oczy Baala błysnęły grozą.

- Pana strażnik dość brutalnie potraktował Wojtka – odpowiedział mu Fritz w strachu – Chyba powinienem już iść.

- Nie idź – zatrzymał go chłopak – Nie podziękowałem ci za pomoc.

- Widzimy się za tydzień – Baal zmierzył złotookiego czujnym wzrokiem – I masz się stawić z resztą.

- To sprawa wuja – oświadczył chłopiec z pochmurną miną – Nie chciałem tu przychodzić, ale matka kazała mieć go na oku.

- Nie obchodzi mnie to – demon warknął odwracając się do niego plecami – Masz się stawić inaczej po ciebie poślę.

Po tych słowach zniknął z mężem, pozostawiając Fritza na pustym korytarzu.

¨¨¨

Erwin niepewnym krokiem szedł w stronę gabinetu Baala. Nie miał ochoty na rozmowę, ale niestety nie miał innego wyjścia. Chwilę dreptał krążąc pod drzwiami bojąc się nacisnąć klamkę. Wtem same się otworzyły i w progu stanął blondyn.

- Ile zamierzasz tu czekać? – Złapał chłopaka za ramię i wciągnął do środka. Następnie posadził go na krześle przed biurkiem, a sam zajął swój fotel. – Jakoś wcześniej nie miałeś oporów przed mieleniem ozorem, a teraz zadziwiająco siedzisz cicho.

- Nie zmienię osobowości – odgryzł Erwin w lekkiej irytacji, która tymczasowo przewyższyła strach – Jestem jaki jestem.

- Nikt nie chce cię zmieniać – odparł demon w rozbawieniu – Wyszedłem jednak z założenia, że potrzebna ci lekcja dotycząca tego świata.

- Chodzi o tę hierarchię? – Upewniał się zerkając w oczy blondyna. – Wiem, że jesteś na jej czele, ale Wojtek to mój przyjaciel i nie masz na niego monopolu.

- Czyli przemawia przez ciebie zazdrość – orzekł Baal wzdychając – Dobrze więc. Wytłumaczę ci również tę kwestię.

- Tu nie ma czego tłumaczyć – warknął rudzielec gwałtownie podnosząc się z krzesła – Przez ciebie Wojtek się ode mnie oddalił. Jest dla mnie jak brat, a ty go sobie przywłaszczyłeś.

- Siadaj – nakazał mu demon siląc się na spokój – jeszcze nie skończyliśmy rozmowy.

- Nie obchodzi mnie to – wycedził przez zęby zaciskając w nerwach i strachu pięści – Nie chcę rozmawiać.

- Ale to zrobisz! – Ryknął na niego, przez co ten pobladł wyraźniej ukazując piegi na twarzy. – Siadaj i słuchaj!

Erwin posłusznie wykonał polecenie ze spuszczonym wzrokiem. Jakoś wzory na dywanie wydały mu się interesujące.

- Obiecałem być łagodny, ale widocznie przy tobie się nie da inaczej – stwierdził stając przed chłopakiem i łapiąc jego podbródek. Nie cierpiał, gdy ktoś unikał jego spojrzenia, a ten ewidentnie to robił. – Wojtek jest moim mężem i to logiczne, że spędzam z nim czas. Tym bardziej, że niedługo da mi syna. Ty należysz do Nabuchodonozora i za jakiś czas przekonasz się jak absorbujące jest małżeństwo. Na miejscu brata trzymałbym cię krótko, zważywszy na twój talent do pakowania się w tarapaty. – W trakcie mówienia złagodniał jego głos. Widział jak źrenice brązowych oczu powoli się rozszerzają z osłupienia. – Miałem cię nie karać, ale zmieniłem zdanie.

- Kara?! – Zadrżał zlękniony. – Będzie bolesna?

- Dla twojego kurzego móżdżka owszem – wręczył rudzielcowi gruby tom heraldyki demonów – Masz ją przeczytać w miesiąc. Osobiście cię przepytam.

- Ale to jest napisane nieznanym mi językiem – jęknął przekartkowując księgę – Co to za znaczki?

- Pismo demonów – odpowiedział mu w rozbawieniu. Mina chłopaka była bezbłędna. Dał mu jeszcze słownik greki, by postraszyć go bardziej. – Tu masz słownik.

- Greka?! – Pisnął patrząc na drugą książkę. – Lepiej od razu mnie zabij. To jest niewykonalne!

- Jak się przyłożysz, to z pewnością temu podołasz – poklepał go po ramieniu w duchu bawiąc się jak dziecko – Dla motywacji powiem ci, że za każdy dzień zwłoki otrzymasz dodatkową karę, której wykonawcą będzie Nabuchodonozor. Chyba wiesz, jakiego charakteru one będą? – Zrobił wymowny gest, na co ten się zarumienił. – Właśnie.

- Może lepiej mnie zabij – błagał drżącym głosem – Już chyba wolę śmierć niż to.

- Śmierć byłaby nudnym rozwiązaniem – odprowadzał go do drzwi w śmiechu – A tak przynajmniej czegoś się nauczysz. Miłej lektury Erwinie.

Wypchnął go z gabinetu na korytarz od razu zamykając drzwi. Chłopak stał skamieniały w ogóle nie rozumiejąc, jak do tego doszło. Trzymał w rękach dwa opasłe tomiszcza stworzone w językach, których nie znał. Jak niby ma odszyfrować treść zadanej lektury, skoro nawet nie umie czytać tych znaczków?

- Zacznij się wreszcie gryźć w język matole – mruknął pod nosem idą w stronę pokoju – Na pewno nie wyrobię się w miesiąc. Ta książka ma z tysiąc stron.

Wszedł do sypialni i z frustracji rzucił się na łóżko. Był na siebie wściekły, że dał się ponieść nerwom, przez co skończył z ręką w nocniku. Baal skutecznie potrafił odizolować go od przyjaciela, a ta kara była świetnym tego dowodem. Chwilę wyklinał swój los, demony i własną głupotę, po czym pogrążył się w głębokim śnie.

¨¨¨

Kiedy Baal wrócił do pokoju, zastał męża w niepokojącym nastroju. Świadczyły o tym: książkowy dzióbek i zaplecione na piersi ręce. Od razu uświadomił sobie, że nie wyciszył gabinetu i każdy mógł podsłuchać jego rozmowę z Erwinem.

- Rasowy błąd żółtodzioba – zganił się w myślach, idąc w stronę łóżka – Przez zmęczenie obradami zaczynam być nieuważny.

Usiadł przy mężu i delikatnie pogłaskał jego policzek. W odpowiedzi dostał spojrzenie pełne oskarżenia.

- Miałeś być łagodny – zarzucił mu chłopak nieco się odsuwając – Może ja też powinienem cię ukarać? Twoi strażnicy skazali mnie na bliskie spotkanie z marmurową posadzką nazywając kmiotem. Wybaczyłem ci, że mnie nie przyjąłeś na audiencję, ale myślałem, że w zamian przynajmniej wypełnisz moją prośbę. Grubo się jednak pomyliłem.

- Wojtusiu – starał się go ugłaskać. Przez te huśtawki nastrojów nie było łatwo w ich związku. Dzięki losowi, że ciąża demonów trwała jedynie trzy miesiące. Zaczynał podziwiać ludzkich samców, że wytrzymują ich dziewięć.

- Nie Wojtusiuj mi teraz – burknął odpychając od siebie demona – Mam już dość. Pozostawiasz mnie samego w domu i oddajesz się tylko pracy. Zaczynam myśleć, że to ona jest dla ciebie ważniejsza.

- Nic nie poradzę, że jestem władcą i mam sporo obowiązków wagi państwowej – wyjaśniał Baal, czując że mąż ma nieco racji w swoich zarzutach – Niedługo wprowadzę cię w życie Piekła i będziesz zasiadał u mojego boku. Na razie nie chcę cię zamęczać polityką.

- Ukarałeś Erwina w sposób dość okrutny – załkał Wojtek ogarnięty nagłą potrzebą płaczu – On nie da rady rozszyfrować pisma demonów w tak krótkim czasie.

- Wiem, trochę przegiąłem – przyznał mężowi – jednak sam jest sobie winny. Wyprowadził mnie z równowagi niedojrzałym zachowaniem.

- Po prostu przyznaj, że chciałeś się go pozbyć i ograniczyć nasze kontakty – zauważył niebieskooki – I powiedziałeś mu o ciąży, choć to ja chciałem…

- Postanowiłem upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu – odparł spokojnie – ta kara zbliży Erwina i Naba, a przy okazji zrozumie prawo rządzące tym światem.

- Chcesz uszczęśliwić brata, ale pośpiech nie jest wskazany w uczuciach – oznajmił Wojtek już w lepszym nastroju – Erwin kocha Nabuchodonozora, ale z natury jest bardzo płochliwy.

- Oni do siebie pasują – mruknął demon przyciągając do siebie męża. Od razu wykorzystał jego chwilę nieuwagi. – Tak jak my do siebie.

- Rola swatki ci nie pasuje – stęknął w usta blondyna, czując zbite pośladki i biodro – Despota nie może bawić się w tak delikatne sprawy.

- Skarbie – Baal spostrzegł grymas bólu na jego twarzy i szybko zareagował. Położył go delikatnie na posłaniu i ściągnął mu spodnie do kolan. Zobaczył siniaki wokół kości ogonowej i na lewym biodrze. Dopiero teraz zdał sobie sprawę ze słów złotookiego o brutalnym potraktowaniu. Podczas ciąży ciało stawało się delikatniejsze i było bardziej  narażone na uszkodzenie, a o dziecku nie wspomnieć. – Czemu nic nie mówiłeś, że cierpisz?

- Nie chciałem cię martwić – jęknął kryjąc zawstydzoną twarz – Choć byłem zaskoczony, że od takiego upadku moje ciało ucierpiało w takim stopniu.

- Musisz na siebie uważać – przytulił go do siebie – Przez okres ciąży twoje ciało jest o wiele bardziej wrażliwsze.

- To znaczy, że jestem teraz kruchy? – Spytał zdenerwowany. – Mogłem narazić naszego synka.

- Na szczęście nic się nie stało – pocieszał go masując jego spięte plecy – Już dobrze. Postaram się wracać wcześniej, ale w zamian obiecaj mi, że nie opuścisz domu.

- Niech ci będzie – zgodził się niechętnie – Ale czuję się tu jak w klatce. Mogę przynajmniej chadzać na spacery?

- Nie sam – przystał na to całując jego miękkie wargi – przyślę ci straż przyboczną, by czuwała nad waszym bezpieczeństwem.

- Przesadzasz – patrzył w poważne oczy demona nie rozumiejąc jego obaw – Czego mi nie mówisz?

-  Wisi nad nami groźba wojny – wyjaśniał mu cicho Baal – To dlatego tak długo obradujemy w pałacu. Chcemy temu zapobiec. Niestety głównym wichrzycielem jest ktoś, kto poprzysiągł wybić mój ród w pień. Kiedyś uderzył w Nabuchodonozora dogłębnie go raniąc. Nie chcę by to się powtórzyło, dlatego poświęcam temu więcej uwagi.

- Rozumiem – Wojtek dla uspokojenia męża ostrożnie zaczął pocałunek. Intuicja podpowiadała mu, że tylko tak może to zrobić. Nie słowami, a czynem. – Zawsze masz moje wsparcie.


- Kocham cię, wiesz? – Pogłębił pocałunek mocno tuląc do siebie niebieskookiego. – Jak mogłem żyć bez ciebie u boku?